czyli podróż przedślubna

Dojazd
Na Krabi przylecieliśmy samolotem linii AirAsia za 330 zł w dwie strony, z dokupionym 20‑kilogramowym bagażem. Na lotnisku, zaraz po wyjściu, nawołują do skorzystania z shelter busa za 150 bahtów od osoby. Bus zawozi pod sam hotel w miejscowości Ao Nang, oddalonej o 25 km od lotniska. Ludzie wysiadają po kolei pod swoimi obiektami — prawie jak na wakacjach z biura podróży.
Miasteczko przypominało mi trochę Mielno w egzotycznych warunkach: długa ulica wzdłuż wybrzeża, pełna sklepów, barów i dyskotek. Ao Nang jest bramą do najpiękniejszych zakątków Tajlandii na Morzu Andamańskim. Ten wyjazd miał być naszą podróżą poślubną, ale wyszło odwrotnie. W sumie fajnie — będą trzy podróże: przedślubna, ślubna i poślubna.
Nocleg
Wybraliśmy elegancki Pakasai Resort. Obiekt działa w konwencji No Waste — zero śmieci, co w Tajlandii, gdzie wszystko owija się w plastik, jest naprawdę wyjątkowe. Woda dostępna jest w szklanych butelkach wielorazowego użytku, uprawia się rośliny jadalne, a odpady trafiają na kompost. Cały teren to maksymalnie trzypiętrowe budynki zatopione w ogrodzie‑dżungli.





Pokój wybraliśmy w najtańszej wersji standardowej, a spełnił nasze oczekiwania z nawiązką. Był duży, przestronny, z przesuwnymi drzwiami i balkonem z wiszącą leżanką. Z balkonu mieliśmy widok na ogród ze stawem i część jadalnianą. Czasem małpy przeskakiwały między drzewami. Na dachu budynku znajdował się basen z mieszaną wodą słodką i morską — ekologiczne rozwiązanie, by ograniczyć użycie chloru. Była to oaza spokoju obok huczącego miasteczka. Śniadania — międzynarodowe i tajskie — w formie bufetu, bardzo smaczne.
Wybrałem ten obiekt również ze względu na bliskość night marketu, który okazał się najtańszym w mieście.
Tutaj zostawiam link do możliwości rezerwacji. Korzystając z tego linku, wspierasz mój blog, nie ponosząc przy tym żadnych dodatkowych kosztów Dla Was cena jest taka sama jak na stronie głównej. Jednak chce prowadzić blog na poziomie i polecać sprawdzone miejsca.
Zostawiam też mapę innych miejsc noclegowych
Zwiedzanie
Railay Bay
Plaża w samym Ao Nang nie należy do najpiękniejszych, ale można na niej odpocząć i pobujać się na huśtawce zawieszonej na drzewie. W okolicy Krabi koniecznie trzeba wybrać się na wycieczkę long‑tail boat na półwysep Railay — koszt 200 bahtów. Miejsce dostępne jest wyłącznie drogą morską.
Na półwyspie znajdują się trzy plaże uformowane między skalnymi mogotami. Wycieczka zaczyna się od plaży Zachodniej, gdzie zrobiliśmy typowe dla regionu zdjęcie skał i długiej łodzi. Następnie ścieżka prowadzi na plażę Wschodnią — namorzynową, z roślinami wyrastającymi z wody i małymi krabami biegającymi po piasku. Ludzie wspinali się po pionowej ścianie skalnej na szczyt mogotu — widok z góry musiał być niesamowity.
My przeszliśmy u podnóża góry, gdzie formacje stalaktytów i stalagmitów tworzyły niezwykły krajobraz, aż dotarliśmy do najpiękniejszej plaży — Phra Nang. Widok był pocztówkowy. Zauważyliśmy jaskinię‑świątynię, a w środku… ogromną ilość drewnianych fallusów. Okazało się, że rybacy zostawiają je na szczęście przed wypłynięciem. Według legendy Phra Nang była indyjską księżniczką, która zginęła w katastrofie morskiej, a według innej — żoną rybaka, który nie wrócił z morza.







Maya Bay i wyspa Phi Phi
Wycieczkę kupiliśmy dosłownie przed wejściem do hotelu. Po krótkich negocjacjach cena spadła do 500 bahtów plus opłata za wejście na teren parku narodowego. Każdemu przyklejono kolorową naklejkę, żeby wiedzieć kto jest naszej grupie i kim jest nasz przewodnik — my byliśmy pink team. Na motorowej łodzi płynęliśmy w międzynarodowej grupie około 20 osób. Po godzinie podskakiwania na falach dotarliśmy do Phi Phi Leh.
Łodzie podpływały w wyznaczonych porach tak, aby na wyspie znajdowała się ograniczona liczba osób. Jednak i tak tłum był spory — każdy chciał zobaczyć najpiękniejszą Maya Bay z filmu „Niebiańska Plaża” z Leonardo DiCaprio.
Kolor wody był tak błękitny jak niebo, piasek miałki jak mąka, a nad tym górowały niesamowite skały.
Kolejnym punktem była zatoka Pi Leh Bay z wodą w kolorze szmaragdu. Potem dopłynęliśmy na Phi Phi Don — wyspę w kształcie litery H, z dwoma zatokami i wąskim przesmykiem. Odwiedziliśmy Monkey Bay, gdzie małpy dość agresywnie skakały po skałach i plaży. Niestety, ludzie dokarmiają je, by przyciągnąć zwierzęta.
W czasie wolnym zjedliśmy posiłek w formie bufetu — jedno z najlepszych dań podczas całego pobytu. Wybraliśmy warzywa na ostro z ananasem. Hindusi brali to samo, Europejczycy wybierali kurczaka w curry.
Na koniec było nurkowanie. Maski można było wypożyczyć, ale mieliśmy swoje. Odwiedziliśmy wyspę Bamboo z szeroką, żółtą plażą. Niestety, przy tak dużej liczbie turystów pojawia się problem śmieci… kraby chodziły między odpadami. Mimo tego całą wycieczkę oceniamy bardzo wysoko — świetna organizacja, bez marketingowych przystanków



Monkey trail
Monkey Trail to ścieżka na zboczu góry prowadząca z Ao Nang do małej plaży przy hotelu Centara Grand Beach. To jedyna droga lądowa — poza dopłynięciem łodzią. Ścieżka wiedzie po chybotliwych drewnianych stopniach, wśród gęstego lasu i wysokich skał. Towarzyszy nam stado małp — lepiej nie mieć przy sobie jedzenia. Wiedzą, że turyści mają smakołyki w torbach czy plecakach.
Pracownica hotelu biegła po tych stopniach jak kozica i poprosiła nas o przepuszczenie, bo spieszyła się do pracy. My szliśmy powoli, żeby nie spaść. Plaża była urocza, ale złapał nas deszcz i czekaliśmy pod altanką. W listopadzie padało codziennie — intensywnie, ale krótko. Zwykle wieczorem, tego dnia wyjątkowo wcześniej.




Gdzie zjeść?
Najczęściej jedliśmy na street foodzie na nocnym bazarze. Tam próbowaliśmy słynnych tajskich lodów rolowanych, robionych na mrożonej płycie, oraz codziennie piliśmy smoothie z mango, ananasa czy smoczego owocu. Z dań obiadowych — smażony makaron z warzywami, mięsem lub rybą.


Gdy chcieliśmy coś bardziej europejskiego, jedliśmy w restauracji na terenie hotelu.
Co jeszcze robić w Ao Nang?
Zrelaksować się na Masażu
Panie nawołujące do masażu są na każdym kroku. My sprawdziliśmy opinie na Google Maps i wybraliśmy Massage Corner. To był nasz pierwszy profesjonalny masaż — nie wiedzieliśmy, jak się zachować. Najpierw dostaliśmy mokre ściereczki, potem panie umyły nam nogi i dali nam japonki.
Wybraliśmy masaż tajski — w specjalnym ubraniu, z uciskaniem pleców dłońmi, łokciami i kolanami. Godzina relaksu, która przywołała najpiękniejsze wspomnienia. Wyszliśmy lekcy i rozluźnieni. Drugi raz wybraliśmy masaż z olejkiem kokosowym — Marcin wolał ten, ja tradycyjny tajski.
- położenie na mapie Massage Corner
- nie mam tu żadnych profitów z tego polecenia, ale opinie 4,8 na 5 z 5239 opinii, świadczą o jakości tego miejsca.
Zobaczyć kabaret Ladyboy-ów
Jednego wieczoru poszliśmy na kabaret ladyboyów w Bluedragon Cabaret — jedyny w Ao Nang. Na stronie cena wynosiła 500 bahtów, tyle samo mówił naganiacz. Przy kasie usłyszeliśmy 600 bahtów, więc chciałem odejść — natychmiast wrócili do ceny 500.
Występ trwał godzinę. Na widowni głównie Polacy i Rosjanie — ciekawy zestaw na egzotyczny show. Stroje i muzyka były tajskie, chińskie, hinduskie i amerykańskie popowe. Czuliśmy się jak Michelle Visage i RuPaul oceniający występ. Po show można było zrobić zdjęcia z artystami — za opłatą.
Zamówić szyty na miarę garnitur lub sukienkę
Hinduscy krawcy są wszędzie — co kilka metrów. Szyją na miarę garnitury, koszule i sukienki z dobrych materiałów. W Polsce oglądałem smokingi do ślubu — ceny wysokie, a materiały często poliestrowe. W Ao Nang zamówiliśmy garnitury smokingowe z wełny, dokładnie takie, jak chciałem. Za garnitur i koszulę zapłaciliśmy 700 zł — w Polsce za tę cenę byłby sam garnitur z poliestru.
Pranie, wycieczki i transfer powrotny
Pranie z powodu dużej wilgotności powietrza było konieczne. Trzeba było zmieniać ubrania dwa razy dziennie. Człowiek poci się od zwykłego chodzenia. Są dwie możliwości prania. Są pralnie samoobsługowe, gdzie trzeba mieć swój środek do prania albo oddać ubrania w punkcie…. gdzie można kupić wycieczki! Naprzeciwko naszego hotelu, w tym samym miejscu gdzie wykupiliśmy wycieczkę na wyspy Phi Phi. Pan miał staromodną wagę, na której odważa ubrania. Koszt 60 bathów za kilogram. Następnego dnia urania były świeże i pachnące.
Na powrót zamówiliśmy shelter bus-a również w tym samym miejscu, gdzie kupiliśmy wycieczkę i oddaliśmy ubrania do prania. Krabi pożegnało nas deszczem – musiało płakać za nami. Lotnisko w Krabi na loty krajowe było chyba najbardziej sprawnym lotniskiem w naszym życiu. Szczerze mówiąc jechaliśmy z duszą na ramieniu trzymając się wytycznych przybycia 2 godziny przed odlotem. Jednak shelter busy są dostosowane do godzin odlotów i kierowca wiedział, że wystarczy godzina. Wróciliśmy do Bangkoku, tu zostały nam dwa ostatnie dni przed powrotem do kraju.

Dodaj komentarz