Bukareszt – Rumunia

Bukareszt — dawny Paryż wschodniej Europy

Bukareszt to miasto pełne kontrastów: przedwojenna elegancja, socrealistyczne monumentalne gmachy, francuskie kamienice i rumuńskie wille stoją tu obok siebie jakby ktoś tasował style architektoniczne. To miejsce, które najlepiej poznaje się pieszo — pozwalając, by ta szalona mieszanka sama się odsłoniła.

Dojazd z Polski

Najłatwiej i najtaniej dolecieć tu z Polski. W dwie strony za około 300 zł (bez bagażu rejestrowanego) można kupić bilety Wizz Air czy Ryanair. To jeden z najtańszych kierunków w regionie.

Dojazd z lotniska

Bukareszt ma dwa lotniska położone przy tej samej głównej drodze wyjazdowej z miasta — oba obsługuje ten sam autobus.

Lotnisko Băneasa

Mniejsze, bliżej centrum, o bardzo nietypowym kształcie — trochę jak świątynia z wieżą kontroli lotów. Nie ma tu strefy bezcłowej. Wystarczy przejść na drugą stronę głównej arterii, by znaleźć przystanek autobusu 100, który jedzie prosto na główny plac w centrum. Tym samym autobusem można dojechać także do drugiego lotniska — Otopeni. Bilety kupiliśmy zbliżeniowo kartą w autobusie.

Druga opcja: tramwaj nr 5 do przystanku Șoseaua Pipera, a stamtąd krótki spacer do metra na stacji Aurel Vlaicu.

Lotnisko Otopeni

Oprócz autobusu 100 kursują stąd również pociągi do Gara de Nord, czyli głównego dworca kolejowego.

Komunikacja miejska

Bukareszt ma bardzo rozbudowaną sieć transportu: autobusy, tramwaje, trolejbusy oraz metro.

Na autobusy, tramwaje i trolejbusy (kominkacja STB) bilety na 120 min kosztuje 3 RON.

W metrze (komunikacja METROREX) bilet można kupić jednorazowy za 5 RON albo 10 przejazdowe za 40 RON  — system po prostu odlicza kolejne wejścia. Dobre gdy podróżujesz 2 osoby. Można korzystać z jednego biletu. Bilet można kupić w kasach na stacjach metra.

Dwa wymienione powyżej typy komunikacji mają oddzielne bilety i nie są ze sobą kompatybilne. Jeśli chcesz korzystać z całej sieci bez zastanawiania się, który bilet gdzie działa, możesz wyrobić kartę ACTIV (www.card.ratb.ro). Dostępna jest na stacjach metra, w biletomatach i kioskach.

Karta działa jak prepaid — zasilasz ją wybraną kwotą, a system pobiera opłatę przy każdym przyłożeniu do czytnika w autobusie, tramwaju, trolejbusie czy metrze. To najwygodniejsza opcja, jeśli planujesz intensywne zwiedzanie.

My korzystaliśmy z dwóch rozwiązań: – w autobusach płaciliśmy zwykłą kartą debetową zbliżeniowo, – na metro kupiliśmy bilet 10‑przejazdowy, który świetnie sprawdza się przy podróżowaniu w dwie osoby (system odlicza kolejne wejścia).

Gdzie spać?

Mieliśmy dwa noclegi — jeden przy Gara de Nord, żeby rano złapać pociąg do Braszowa, a drugi w samym centrum przed lotem powrotnym.

Hotel Sir Orhideea

2‑gwiazdkowy hotel przy trasie na wiadukcie. Czysty pokój, przyzwoite ceny, lokalna sieć obiektów Sir. W marcu kaloryfer grzał dobrze, łazienka była mała, ale łóżko wygodne. Idealna baza wypadowa na dalszą podróż pociągiem po Rumunii. Blisko metro, autobusy, tramwaje i sklep Kaufland.

Tiny Studio Quinet

Malutka kawalerka w starej kamienicy w samym centrum. Łóżko rozkładane z szafy, nowoczesny skandynawski design. Na jedną noc — idealne. Po rozłożeniu łóżka miejsca już prawie nie było, ale do spania i zwiedzania wystarczyło.

Co zwiedzać ?

To chyba najciekawsze pytanie w Bukareszcie. Miasto jest jak architektoniczny kalejdoskop: rumuńskie wille, francuskie kamienice, komunistyczne bloki i socrealistyczny modernizm stoją tu obok siebie bez żadnych zahamowań. Przed wojną musiało być przepiękne — dziś najlepiej po prostu przechadzać się po okolicy i chłonąć tę mieszankę.

Stare Miasto

Stare Miasto w Bukareszcie przed wojną było pełne eleganckich kamienic w stylu francuskim, bo Bukareszt naprawdę nazywano „Małym Paryżem”. Wpływy francuskie były ogromne: rumuńska elita studiowała w Paryżu, sprowadzano architektów, a miasto rosło w duchu Belle Époque.

Następnie nastąpiły trzy powody zmian:

1. Trzęsienie ziemi w 1977 roku

2. Lata komunizmu

3. Wyburzenia pod „Nowy Bukareszt” Część historycznych ulic zniknęła, a Stare Miasto zostało niejako „odcięte” od reszty dawnego centrum.

W okolicy warto zobaczyć:

  • Szpital Colțea
  • Casa de Economii și Consemnatiuni
  • Muzeum Sztuk Pięknych
  • Ateneum Rumuńskie
  • naszą ulubioną ulicę Strada Postei, gdzie naprawdę można poczuć się jak w Paryżu

Bulwar Unirii i Parlament

Pałac Parlamentu to nie tylko symbol Bukaresztu, ale też jeden z najbardziej kontrowersyjnych budynków Europy. Powstawał w latach 80., w czasach Nicolae Ceaușescu, który marzył o stworzeniu „nowego Bukaresztu” — monumentalnego, podporządkowanego idei potęgi państwa. Aby zbudować parlament i cały bulwar Unirii, wyburzono ponad 1/5 historycznego centrum miasta, przesiedlono dziesiątki tysięcy mieszkańców, a wiele zabytków zniknęło bezpowrotnie.

Sam budynek jest drugim największym administracyjnym gmachem świata (po Pentagonie). Ma ponad 1100 pomieszczeń, a jego konstrukcja pochłonęła tak ogromne ilości marmuru, kryształów i drewna, że Rumunia do dziś wspomina ten projekt jako ekonomiczną katastrofę.

Za dnia Pałac Parlamentu wygląda monumentalnie, ale trochę przytłaczający. Dopiero wieczorem nabiera uroku: światła uliczne odbijają się w fasadzie, bulwar Unirii robi się bardziej nastrojowy, a perspektywa prowadząca do budynku przypomina trochę Champs‑Élysées… tylko w bardziej rumuńskiej, surowej wersji.

Park Cișmigiu

Zielone płuca centrum. Latem można tu pływać łódką po stawie. Park przypomina trochę warszawskie Łazienki albo Central Park w miniaturze — rzeźby, mostki, alejki, dużo zieleni.

Tu trafiliśmy też na jedną z najnowocześniejszych toalet publicznych, jakie widzieliśmy: automatyczne drzwi, samospłukująca się woda, kran na czujnik. Zdecydowanie nie był to znany nam plastikowy toi‑toi.

Gdzie zjeść?

Vyro (Bistro Raw Vegan)

Znajduje się bliżej Gara de Nord niż centrum. Ponieważ nie jemy zbyt dużo mięsa, szukaliśmy czegoś wege — i to miejsce okazało się strzałem w dziesiątkę. Prowadzone przez dwie siostry, które chętnie opowiadają o rumuńskiej kuchni w wersji roślinnej.

Nasze serce skradła zupa czosnkowa — żółta, esencjonalna, ale wcale nie tak czosnkowa, by nie można było kogoś pocałować. Na drugie danie: gołąbki warzywne, wszechobecna polenta (mămăligă) i ostra rumuńska papryka. Do tego ziołowa herbata.

Przekąski w centrum

W centrum jest wiele wyszukanych, dość drogich restauracji — trudno było nam wybrać coś, co moglibyśmy szczerze polecić. Za to wszędzie znajdziecie lokale z przekąskami, w tym wcześniej wspomnianą Lukę z relacji o Braszowie. Nic nie przebije gorącego precla ze słonecznikiem albo strudla z wiśnią i tej aromatycznej kawy.

Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *